Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzielnice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dzielnice. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 sierpnia 2011

Przepraszam bardzo, gdzie ja jestem?

Niektóre elementy warszawskiego MSI Wrocław zaakceptował.
Szkoda, że nie wszystkie!

Jest wiele rzeczy we Wrocławiu, których nie ma w Warszawie a szkoda. Na przykład autostrada - bardzo praktyczna rzecz, gdy się ma samochód. Ja niestety jeszcze nie mam, ale zamierzam kiedyś posiąść. Najpierw oczywiście przydałoby się prawko. Prawo jazdy warto mieć jeszcze z jednego powodu - jest ze zdjęciem i świetnie się sprawdza jako dokument tożsamości. Dowód osobisty łatwo zgubić. Jakiś czas temu zgubiłem dowód w tramwaju, jeszcze w Warszawie. Mam jedną parę spodni o płytkich kieszeniach. Były bardzo tanie, ale według mnie powinni je rozdawać za darmo - wszystko z nich wypada. Zgubiłem dzięki nim nie tylko dowód osobisty, ale tez karty kredytowe, a jakiś czas temu nawet telefon.
Jeszcze jedną wrocławską zaletą, jakiej próżno szukać w Warszawie, jest rower miejski, o którym niebawem napiszę. Są też automaty biletowe w każdym autobusie i tramwaju, które działają na karty kredytowe (szkoda, że zgubiłem) i rozkład jazdy do pobrania przez mms (niestety, póki co nie mam telefonu). Ale mimo wszystko doceniam te udogodnienia, z pewnością kiedyś będę z nich korzystać.
Są też i w Warszawie takie wynalazki, których nie ma we Wrocławiu - a dla osoby, która wszystko gubi bardzo by się przydał szczególnie jeden z nich. Nazywa się "miejski system informacji". Jest to bardzo proeuropejski system. Jak powszechnie wiadomo, ideę przewodnią EU, jaka legła u jej podstaw  po wojnie i twórczo rozwijana jest do dnia dzisiejszego, stanowi prosta zasada: większość ludzi nie lubi myśleć, więc trzeba to robić za nich. Dlatego MSI pozwala się odnaleźć w mieście bez zbędnego myślenia. Na każdym budynku jest czytelna, duża tablica z adresem. Każda ulica jest oznaczona i zawsze wiesz, w której dzielnicy jesteś. Wszędzie są mapy okolicy. Nie sposób się zgubić a dla osoby, która wciąż gubi drogę, to naprawdę duże udogodnienie.
To zresztą było jednym z pierwszych, zaskakujących odkryć we Wrocławiu. Tu dzielnice nie mają znaczenia. W Warszawie przeciwnie - mają one znaczenie kolosalne - albo się jest z Woli, albo z Ochoty. Jeśli ktoś dzwoni i pyta: "gdzie jesteś?" Odpowiadasz np.: "Jestem na Pradze, ale zaraz jadę na Ursynów." I wszyscy wiedzą, co i jak. Czasem to bywa mylące, bo niektóre dzielnice są naprawdę duże, ale zasadniczo świetnie funkcjonuje. We Wrocławiu byłoby to zupełnie niedorzeczne, bo kto mi powie, tak szczerze, jakie są granice Śródmieścia? Z moich obserwacji wynika, że dla wrocławian Śródmieście oznacza zasadniczo to wszystko w centrum, co nie jest "Rynkiem". Ale uwaga, uwaga - Rynek wcale nie oznacza placu o tej nazwie, tylko wszystko, co zabytkowe wokół niego, tzn. Stare Miasto. Ale jest jeszcze Ostrów - i czy to jest Rynek czy Śródmieście? A może jeszcze coś więcej? Nikt tutaj się tym nie przejmuje. Nie lubię wydawać ocen nie potwierdzonych doświadczalnie, postanowiłem więc sprawdzić, czy moje obserwacje są prawdziwe. W tym celu usiadłem wygodnie w parku - obok ładnej studentki i zapytałem:
"Przepraszam bardzo, może ty mi odpowiesz, w jakiej dzielnicy jesteśmy?"
"Tu niedaleko jest plac Grunwaldzki." - odpowiedziała studentka.
"Tak, ale w jakiej dzielnicy?" - spytałem ponownie.
"Jak przejdziesz tędy, to dojdziesz do Katedry." - wskazała mi ręka drogę, zajadając się jabłkiem, wciąż niewzruszona.
"Ale mi chodzi o dzielnicę. - postanowiłem postawić sprawę jasno - czy to jest jeszcze Śródmieście?"
"Tam masz przystanek tramwajowy, jeździ 0 i 1. A gdzie chcesz się dostać?"
"Na Śródmieście" - odpowiedziałem hardo.
"No ale gdzie na Śródmieście?" - chyba nie zrozumiała mojego pytania, bo spojrzała na mnie jak na idiotę.
"Po prostu - czułem, że się czerwienię - na Śródmieście, byle gdzie."
"A to nie wiem" - skończyła jabłko i sobie poszła.
Potwierdzone, choć marna z tego pociecha.
Marna, bo wciąż gubię się we Wrocławiu. I wydaje mi się, że prawie na pewno mieszkam na Śródmieściu, choć równie dobrze może to być coś, co się nazywa "Ołubin" albo jakoś tak. Nie wiem, w każdym razie obok ogrodu botanicznego, jak pójdę prosto i skręcę w prawo, to dojdę do Katedry a niedaleko jest Plac Grunwaldzki. I wszystko jasne, prawda?